Prezydent Piotr Krzystek

Szczecin to miasto odważnych ludzi

Kilkanaście lat prezydentury, sukcesy, ale też i porażki… i książka „Wszystko o czym nie powiedziałem” wciągający wywiad rzeka, którą z naszym bohaterem przeprowadził Dariusz Staniewski, dzienikarz Magazynu Szczecińskiego Prestiż. Piotr Krzystek, prezydent Szczecina znalazł dla nas czas by porozmawiać nie tylko o książce. Będzie o DNA i tożsamości Szczecina. O nieustającej miłości do miasta.

Panie Prezydencie, jestem właśnie po lekturze Pana książki i zacznę naszą rozmowę od cytatu: „Kiedy wszedłem do gabinetu prezydenckiego w grudniu 2006 roku, znając już wynik, to wydawało mi się, że gdzieś zaraz spotkam Mariana Jurczyka. Nie było go. Jego opustoszały gabinet był pusty i ponury. Puste szafy i półki, wszystko do przewietrzenia, przepełnienia, rozjaśnienia i zupełnie zapełnienia na nowo. Tak to się zaczęło…”

Ten gabinet mocno przytłaczał w tamtym czasie. Mnie również, kiedy do niego się wprowadziłem. Dlatego szybko nastąpiły w nim zmiany. Został zaaranżowany tak jak tego oczekiwałem. Stał się przyjemniejszy do pracy, przyjaźniejszy do dyskusji, do rozmów z różnymi ludźmi, czasem trudnych.

Faktycznie wiele osób twierdzi, że w 2006 roku wszedł Pan dosłownie na gruzowisko. Niemniej „era Krzystka” wyznaczyła zupełnie nowe kierunki funkcjonowania miasta.

To nie jest tak, że to było gruzowisko. Miasto funkcjonowało, ale nie miało takiej dynamiki, jak byśmy tego chcieli. Brakowało długofalowej wizji miasta. Poprzednie zarządy dość często się zmieniały. Przed Marianem Jurczykiem było trzech prezydentów, którzy sprawowali tę funkcję tylko przez jedną kadencję. Sam prezydent Jurczyk miał takie przestrzenie, w których czuł się dobrze i takie, w których czuł się trochę gorzej. Przykładowo przestrzeń inwestycyjna nie była jego mocną stroną. Musiałem tę lukę wypełnić poprzez szereg działań inwestycyjnych. Wykorzystując fakt wejścia Polski do Unii Europejskiej, zależało nam, żebyśmy jak najbardziej zbliżyli się do większych europejskich miast. Poprzez poszczególne inwestycje i projekty, zbliżaliśmy się do tego co mamy dzisiaj. Aktualnie Szczecin nie różni się specjalnie od wielu europejskich miast, a w wielu aspektach wypadamy nawet lepiej.

Dobrze, a jak w Pana ocenie się zmienił Szczecin przez te 16 lat?

Nie potrafię być obiektywny. Kocham Szczecin i nigdy w żadnym mieście nie mieszkałem dłużej niż trzy tygodnie. Przede wszystkim zmieniła się nasza mentalność. Jest coraz mniej osób, które narzeka, a coraz więcej osób, które widzą zalety tego miasta. Mamy m.in. taki projekt, pn. „Zrobione w Szczecinie”. Co roku zgłaszają się do niego firmy, podmioty ze swoimi pomysłami, produktami i usługami. Jestem pod wrażeniem zaangażowania tych osób. Ich podejściem do Szczecina, bo z jednej strony realizują coś dla siebie, a z drugiej robią to także dla miasta. Z roku na rok tych podmiotów jest coraz więcej. To dla mnie budujące jako prezydenta, że ludzie chcą tą szczecińskość podkreślać, chcą tworzyć, produkować w tym mieście, a nie w innym.

Tak się buduje tożsamość miasta.

Dokładnie. Poczucie tożsamości przez ostatnich kilkanaście lat znacznie się podniosło. Wiele rzeczy, które były marzeniami szczecińskimi się ziściło, np. przejazd tramwajem na prawy brzeg. Przez 60 lat nikomu się to nie udało, aż do teraz. Mamy także nowy stadion piłkarski, który postrzegany jako jeden z ładniejszych i bardziej funkcjonalnych w Polsce. Jest Filharmonia, która stała się symbolem Szczecina. Podziwiana jest nie tylko jako budynek poświęcony muzyce, ale jako także niezwykły obiekt architektoniczny, ikona miasta. Za chwilę powstanie aquapark. Nasze ulice, zaczęły się zmieniać. Wojska Polskiego zakwitnie na wiosnę. Platany, które tam posadziliśmy staną się zielone i już będziemy mogli z tej ulicy w pełni korzystać.

Wojska Polskiego nabrało również nowej tożsamości. Ma nawet swojego menagera.

Tak, do tego lokują się tutaj szczecińskie marki. Mamy tam kultowego Pasztecika, historyczne kino Pionier, galerię Henryka Sawki, projektantów mody, restauracje.

Czyli stare łączy się z nowym.

Dzięki ludziom, którzy tam są i funkcjonują od lat. My dokładamy do tego proces modernizacyjny, nową nawierzchnię, zieleń, więcej miejsca dla pieszego, który może tam spacerować. Myślę, że wykorzystają to restauratorzy i gastronomicy. Stworzą fajną przestrzeń do spędzania czasu. Remontujemy kwartały dookoła, TBS obok buduje nowy obiekt z piękną zabudową i zielonymi dachami. Powstanie tu centrum seniora, będzie miejsce dla dzieci… wszystko zacznie żyć.

W takim razie, co Pan uważa za największy sukces?

To, że zmienia się myślenie o Szczecinie. Aspekt ludzki jest bardzo ważny, ponieważ wywołuje pozytywne emocje. ludzie zaczepiają mnie na ulicy, są mili i muszę powiedzieć, że jest to fajne. Oprócz tego jestem dumny z Filharmonii, która jest znana w Europie. Mamy także o wiele mniej problemów niż dawniej. Chociażby system oczyszczania ścieków i zagospodarowania odpadów. Posiadamy jeden z najnowocześniejszych systemów recyklingowych. Mieszkańcy Szczecina bardzo się zaangażowali w proces segregacji odpadów. Mamy spalarnię na prąd, czyli jesteśmy miastem, które w ponad 50% nie korzysta z węgla. Ta energia pochodzi z nowoczesnych źródeł, dużo bardziej ekologicznych i przyjaznych dla środowiska. Wielkim osiągnięciem jest również powrót miasta nad wodę. Udało się odzyskać nabrzeża, prawie wszystkie wyremontować.

Mamy marinę niemal w centrum miasta.

Tak. Odzyskamy jeszcze ostatni fragment nabrzeża, co się wydarzy w najbliższym czasie. Wyremontujemy je już do końca. Przed nami zabudowa Kępy Parnickiej, która już trwa, i Mostu Kłodnego.

A propos Mostu Kłodnego, na który potrzebujemy środków z Unii, to czy cieszy się Pan, Panie Prezydencie, z tego co dzieje się aktualnie w polskim rządzie, że nastąpiła zmiana?

Cieszę się z powrotu do normalności, dlatego że ostatnie lata, to było takie zarządzanie kryzysem. Od tego trzeba odejść.

No i też, umówmy się, tak najnormalniej w świecie straciły pieniądze.

Samorządy muszą myśleć parę kroków do przodu, nie da się myśleć kategoriami jednej kadencji. U nas w samorządach jest trochę inaczej, bo inwestycje nie zachodzą w takim tempie, żeby można mierzyć je jedną kadencję. Dlatego cieszę się, że mamy zapowiadany powrót do decentralizacji. To najmądrzejsze rozwiązanie. Wprowadzona po 1990 roku reforma samorządowa się sprawdziła. Przekazanie kompetencji niżej spowodowało, że nawet najmniejsza gmina zaczęła się modernizować. Widać to szczególnie, gdy wyjedzie się poza Szczecin. Gminy są zadbane, środki unijne są dobrze wykorzystane. Mieszkańcy zauważyli, że w miastach, w których współuczestniczą w podejmowaniu decyzji, w których włodarze liczą się z ich zdaniem, tam się dzieje po prostu dobrze. Większość wójtów w Polsce, czy nawet prezydentów jest niezależna. Startuje oczywiście ze wsparciem komitetów, ale nie pochodzi z formacji politycznych czy partyjnych. Ostatnie lata rządów psuły ten system. Mam nadzieję, że teraz wrócimy do normalności, że wrócą normalne zasady finansowania, bo to co było… co mnie strasznie irytowało, to że ktoś nam coś dawał w prezencie.

I jednocześnie zabierał.

Mieszkańcy Szczecina wypracowują wielkie pieniądze. Mają prawo oczekiwać, że część pieniędzy, która trafia do Warszawy wróci z powrotem, ponieważ to tutaj są te ulice, to tutaj są te szkoły, to tutaj chcemy mieć fajną kulturę, dobre miejsca do spędzania wolnego czasu. Te środki tutaj muszą być i to nie jest prezent, to nie jest łaska, to się po prostu mieszkańcom, należy. I rządzący muszą to zrozumieć, że ich rola jest służebna, oni mają jak najmądrzej zorganizować system po to, żeby to, co wypracowują mieszkańcy było optymalnie wykorzystywane. Dla ich dobra, dla ich satysfakcji, dla lepszego samopoczucia. Na co dzień spotykają nas tysiące problemów, więc mamy prawo oczekiwać, żeby miasto da nam to, czego potrzebujemy.

No ale jest w panu siła i euforia.

Zawsze jak mówię o mieście, to kierują mną pozytywne emocje. Może mi Pani nie wierzyć, ale opinie, z którymi się spotykam chodząc po mieście, po sklepach, czy idąc do kina, są w 97% pozytywne. Oczywiście, być może ci, co źle o mnie myślą, po prostu mi tego nie mówią.

Czyli odpowiedział mi już Pan na pytanie o wybory.

Odpowiedziałbym, że Szczecin zawsze będzie w moim sercu. Nie wyobrażam sobie, żebym mógł mieszkać w innym mieście. Zależy mi, żeby się rozwijał, żeby budował swój potencjał. Ma teraz dużo możliwości, także tych biznesowych. Na przykład cała energetyka odnawialna staje się kluczowym motorem rozwoju gospodarczego Szczecina.

Szczecin słynie z energii odnawialnej. Zważywszy na infrastrukturę, ale też na znajdujące się tutaj firmy skandynawskie.

Szczecin jest wstanie dostarczyć sam powyżej 50% energii odnawianej. To głównie dzięki zakładowi unieszkodliwiania odpadów, który produkuje 65 tysięcy megawatogodzin prądu rocznie. A my jako miasto wliczając wodociągi, tramwaje, instytucje publiczne i oświetlenie miejskie potrzebujemy 96 tysięcy megawatogodzin. Do tego dochodzą fotowoltaiki, turbiny na wodociągach. oraz inne rozwiązania. Teraz będziemy budowali potężną farmę fotowoltaiczną.

Gdzie będzie się znajdować?

Przy spalarni. Będzie to jedna z największych farm fotowoltaicznych w Polsce – 30-40 hektarów. Myślimy także o wodorze, wykorzystaniu go wodoru do naszych autobusów, które docelowo będą funkcjonowały na silnikach elektrycznych, ale nie zasilanych bateriami, tylko właśnie wodorem. Kolejna kwestia to dekarbonizacja naszego systemu ogrzewania. I tutaj również pracujemy nad nowoczesnymi rozwiązaniami. Pierwsze takie rozwiązanie wprowadzimy na Łasztowni. Będzie to wykorzystanie atutów miejsca, niskich temperatur i połączenia klimatyzacji z ogrzewaniem, tak, że ten system będzie działał w dwóch obszarach: latem chłodził, a zimą grzał.

Wróćmy do początków Pana prezydentury. Miał pan 33 lata, był pan bardzo młodą osobą, kiedy został prezydentem. Kiedy pojawiło się pierwsze zmęczenie? Takie na kształt wypalenia zawodowego. Każdy z nas to przechodzi, a Pan pracuje na najwyższych obrotach.

To prawda, ale nie miałem takiego momentu. Mogę mieć gorszy dzień, ale na zasadzie, że się przeziębiłem, jestem zmęczony, bo się nie wyspałem. Natomiast nigdy nie popadłem w frustrację spowodowaną tym, że nie daję rady. Mam świetny zespół ludzi wokół siebie, który mnie motywuje. Nie działam sam. To ważne, żeby tworzyć grupę osób, które się wzajemnie wspierają. Cenię ludzi, którzy w różnych przestrzeniach są lepsi ode mnie. Uczę się od nich, z nimi czuję się pewnie.

Rozumiem, że oni nie boją się też powiedzieć, jeśli z czymś się nie zgadzają?

Oczywiście. Zachęcam do takiej krytyki. Nie można być samemu zarządzać miastem, które jest wielowątkowe. Nie da się wiedzieć wszystkiego. Od tego jest właśnie zespół, żebyśmy mogli hierarchizować pewne tematy pod względem ważności, żebyśmy potrafili zdobywać wiedzę. Uczę się od ludzi, którzy wiedzą lepiej.

A gdybyśmy mieli wskazać naprawdę trudny moment w trakcie trwania pańskiej prezydentury?

Najwięcej trudnych momentów było podczas pierwszej kadencji. Dotyczyły one podejmowania kluczowych dla miasta decyzji jak stadion czy powstanie Kaskady.

Przekuł Pan to w sukces, bo mamy nowy Teatr Lalek Pleciuga, i to dzięki Kaskadzie.

To było trudne i miało się prawo nie powieść. Ale się powiodło.

Zagrał Pan trochę vabank.

Trochę tak, ale wiedziałem, też, że koszty wycofania z projektu byłyby strasznie wysokie. I ponieważ trochę tego doświadczenia w zarządzaniu mam, to wiem, że na pewnym etapie czasem trzeba coś jeszcze dołożyć.

A jak pan sobie radzi z krytyką? Na przykład Filharmonia, wspaniały obiekt, 2015 rok, nagroda do najlepszego obiektu w Europie, ale też był hejt. Przyjechał Penderecki i powiedział: Nie podoba mi się.

Każdy ma prawo mieć swoje zdanie, ja to szanuję. Cieszyłem się, że Filharmonia wywołuje emocje, to jest najważniejsze. W marketingu jest taka zasada, że trzeba wstrząsnąć widzem. On musi to zapamiętać. Najgorsza jest obojętność.

Pozostańmy chwilę przy Filharmonii, bo tam się ciekawe rzeczy działy na etapie projektowania. Na przykład architekci z Barcelony, uznali, że wcale nie są nam potrzebne szatnie, ponieważ Hiszpanie nie przychodzą w płaszczach do takich miejsc.

Mieliśmy bardzo fajną relację. Barocci, Vega, to ludzie w moim wieku. Łatwo nam się rozmawiało, a ponieważ Filharmonia mnie bardzo interesowała, zadawałem dużo pytań. No i między innymi pojawiła się kwestia szatni, która pierwotnie nie była planowana. Dali się do tego pomysłu przekonać. Dużo większy problem był z parkingiem. Tu kwestia była bardziej gorąca.

W Barcelonie nie jeżdżą autami do filharmonii…

Stąd nie ma schodów do garażu. Wszyscy się dziwią, dlaczego muszą jechać windą. Schody są tylko i wyłącznie dla pracowników, dla personelu, dla muzyków, natomiast widzowie muszą zjechać windą. Ta winda jest pewnego rodzaju kompromisem pomiędzy nami. Drugi poziom parkingu jest dobudowany po to, żeby widzowie mogli także skorzystać z samochodu Nie wnikałem w płytki, które leżą na w holu filharmonii, czy w kolorystykę. To zostawiam artystom. Natomiast starałem się zadbać o funkcjonalność, żeby to było później wygodne dla publiczności. Ta filharmonia nie była moim pierwszym wyborem osobistym w tym konkursie. Dałem się jednak przekonać, że jest to coś absolutnie niezwykłego, że to powinien być symbol XXI wieku w Szczecinie.

Na kanwie tego, że słucha Pan innych ludzi, przedsiębiorców powstała niedawno Rada Kobiet.

Panie przychodziły do mnie z różnymi tematami i w trakcie dyskusji powstał pomysł byśmy coś zrobili razem. Dziewczyny są bardzo aktywne, mają już parę projektów za sobą, Panie pochodzą z różnych środowisk, są aktywne społecznie. Poruszają kwestie związane z komfortem psychiczno-psychologicznym dzieci i młodzieży, a także nas wszystkich. Dzięki temu my też szykujemy szereg projektów szczególnie dla naszej oświaty.

W tym kontekście, bardzo ważne i znaczące jest to, co usłyszeliśmy od nowego rządu, a mianowicie podwyżki dla oświaty 30% więcej, a druga rzecz – przywrócono telefon zaufania. Na to również znalazły się pieniądze.

Dla samorządu to jest najważniejszy temat, ponieważ mamy 147 placówek oświatowych, parędziesiąt tysięcy dzieci w przedszkolach i szkołach. to jest ogromny kapitał, o który trzeba dbać. Szkoły powinny być przyjazne, powinny wykorzystywać potencjał młodych ludzi, którzy mają różne zdolności, różne aspiracje. Stwórzmy do tego warunki, współpracujmy z rodzicami, wspierajmy nauczycieli. To jest taka profesja, która nam się wykrusza. Mało ludzi przychodzi do zawodu nauczyciela. Za parę lat będziemy mieli poważne problemy z kompletowaniem kadry, nawet dla mniejszej liczby uczniów.

Czy te podwyżki 30% będą w Pana ocenie motywujące?

Zależy, czy zwrócą częściowo szacunek do tej profesji i zwiększą poczucie wartości wśród nauczycieli. To jest bardzo ważne, bo nauczyciele muszą być zmotywowani. jeżeli pracujemy z drugim człowiekiem, niezależnie czy jesteśmy lekarzem, pielęgniarką, czy nauczycielem, to nasze samopoczucie jest szalenie ważne, gdyż przekłada się na życie. W szkole jest to szczególnie ważne, bo dzieci chłoną, jak mało kto. I dlatego szkoła musi być dobrze skomponowana, nauczyciele muszą stanowić w danej szkole dobrą drużynę, dobry zespół, muszą być dobrze zmotywowani, muszą wiedzieć, po co tam są i czerpać satysfakcję z tego, co robią. Wynagrodzenie jest jednym z elementów, ale nie jedynym. Ważny jest klimat wokół szkoły, relacje z rodzicami. My jako samorząd musimy stwarzać warunki, cieszyć się, że rząd zaczyna myśleć o oświacie. Ostatnie lata, to był czas potężnego zjazdu. Jeżeli chcemy myśleć o Polsce, która się rozwija, to oświata jest absolutnym priorytetem.

A co myśli Pana o 800+?

Pomoc powinna być celowana, to nie powinien być system kierowany do każdego. Bardziej bym dążył do tego, żeby zabezpieczyć opiekę żłobkową dla każdej mamy, czy każdej rodziny, która chce posłać dziecko do żłobka. Mamy dotacje rządowe na szkolnictwo i troszeczkę na przedszkola. Natomiast na żłobki nie posiadamy takiego twardego systemu, który by powodował, że samorząd ma pieniądze na to, żeby takie miejsca utworzyć. Jest wiele gmin w Polsce, gdzie nie ma w ogóle żłobka. Bo nie ma takiego obowiązku. Musimy stwarzać warunki, musimy właśnie dać rodzinom wsparcie. Gdybyśmy szereg rzeczy przygotowali to i tym młodym ludziom byłoby łatwiej podejmować decyzję o posiadaniu dziecka.

Panie Prezydencie, żyje Pan bardzo aktywnie. Wstaje pan o 6.30, grafik jest bardzo przepełniony. Każdy dzień może przynieść też coś nowego. Jak pan odpoczywa?

Moja praca jest w 30% nieprzewidywalna. Nie jest tak, że zawsze wiem, co będę robił. A jak odpoczywam? Od miasta nie da się po prostu tak wyłączyć. Reset dla mnie to jest sport, na przykład lubię sobie pójść na siłownię. Troszeczkę potrenować, czasem jakiś rower. Latem relaksuję się, jak mam więcej czasu, to na jachcie, jak mam mniej czasu, to stawiam na skuter wodny,

Czyli korzysta Pan z tego, że jesteśmy otoczeni wodą?

To jest coś absolutnie wyjątkowego, w Warszawie tego nie mają. Przejechać nabrzeże, skoczyć na skuter i za pół godziny być w Trzebieży. Woda jest absolutnie czymś, co daje oddech.

Też nasza tożsamość, DNA miasta.

Jesienią trudniej z tego skorzystać. Dlatego nie lubię tego okresu. Listopad, grudzień… to jest dla mnie trudny czas i też dużo zajęć. Kiedy przychodzi w końcu wiosna, robi się pięknie. Jest miejsce na spacer czy na rower.

A jakie nieoczywiste miejsce w Szczecinie by Pan polecił?

Nieoczywiste… niestety jestem standardowy, Na przykład bardzo lubię sobie pobiegać dookoła Jasnych Błoni. To jest niecały kilometr, takie jedno kółeczko. Jak się zrobi 5-6 kółek, to głowa potrafi odetchnąć, że hej. Więcej nie polecam, bo można się zmęczyć. Lubię zapuszczać się w takie mniej oczywiste miejsca, gdzieś na północy.

Stołczyn, Skolwin, Wieża Bismarcka?

Czasem jeżdżę, żeby popatrzeć na coś takiego zdegradowanego, żeby się zastanowić, jak by można było to zmodyfikować. Takie zaniedbane miejsca mają w sobie tajemniczość. Z drugiej strony dają możliwość myślenia, jak to można zmienić, jak można to inaczej skonfigurować. Widzę takie miejsca, które zaczynają mieć swoje szanse. Na przykład patrząc na ulicę Kolumba przy Wyspie Jaskółczej, po rewitalizacji, widać, że to niesamowicie fajne miejsce. Tutaj przyroda jest blisko centrum miasta. Na przykład można zobaczyć orła bielika na Przekopie Mieleńskim. To nie jest wcale trudne. Polecam również Szczecin z góry. Dobrze go widać z wieży Katedry, czy z Cafe 22. Miałem raz możliwość latać paralotnią nad Szczecinem. Niesamowicie inspirujące.

I też książka jest takim pana spojrzeniem na Szczecin.

Książka mówi tylko o części…

Napisał pan krótko i na temat, że: „Zbliżam się do pięćdziesiątki, chyba czas na pewnego rodzaju podsumowania…”.

Tak, już przekroczyłem niestety.

Dlaczego wracam do książki? Ponieważ jest tutaj bardzo ważny cel tej książki, czyli dochód ze sprzedaży przeznacza pan na Szczecińskie Hospicjum dla Dzieci i Dorosłych.

W Polsce jest to wielki problem, słabo finansowany. Potrzebujemy hospicjum, w takiej profesjonalnej formie, stacjonarnego, szczególnie dla najmłodszych podopiecznych. Jest szansa na to, że ten budynek zostanie zmodernizowany, ulokowany w dobrym miejscu. Trzymam kciuki za cały zespół, za całe Stowarzyszenie i oczywiście wspieram ich.

Uważam, że jest to lektura obowiązkowa dla każdego mieszkańca Szczecina, ale też dla tych, którzy chcieliby nasze miasto poznać trochę z innej strony. Jakbyśmy mieli zachęcić do jej kupna, to co by Pan powiedział?

Jeśli ktoś lubi Szczecin, to powinien mieć ją w swojej bibliotece, dlatego, że jak będzie mu smutno, to zawsze znajdzie jakiś wątek, który go zaciekawi i pokaże Szczecin trochę od kuchni. Ta książka jest pozytywna, to znaczy ja, jeśli mówię o jakichś trudnych sytuacjach, to zawsze mówię o procesie, nigdy o ludziach. I dlatego tutaj będą tylko dobre emocje. Szczecin naprawdę może inspirować.

Gdybyśmy mieli mówić o tożsamości Szczecina, to co ją stanowi?

Tu każdy skądś przyjechał i musiał szukać swojego miejsca. Wymagało to odwagi. Na tej bazie my stworzyliśmy środowisko ludzi, którzy nie boją się wyzwań.

Czyli Szczecin jest miastem odważnych ludzi.

Zdecydowanie tak! Szczecin zawsze brał udział w przemianach w Polsce. To też jest element naszej tożsamości. I dzisiaj na bazie właśnie tych doświadczeń, tej odwagi naszych dziadków, rodziców my budujemy Szczecin, będąc już urodzonymi tutaj. W Szczecinie można rozwinąć skrzydła. Świetnym przykładem jest Akademia Sztuki. środowisko, które powstało ze zlepienia trzech różnych uczelni. Każda z innej bajki i nagle powstaje szkoła wyższa, która inspiruje, oddziałuje na miasto. Ostatnia grupę, o której mało wspomnieliśmy, to przedsiębiorcy. Obserwowałem w trakcie pandemii, jak wiele osób miało trudności, je przezwyciężało. Było przyjemnie obserwować, że ludzie się podnoszą, że się wspierają, że szukają rozwiązań, że są aktywni. To jest coś, co dla mnie jest również inspirujące i budujące.

Dziękuję za rozmowę.